Od nieufności wobec PVC do wymagających rynków Europy. Trzy dekady współpracy RODEX i REHAU

Autor: |Data publikacji:

Gdy w 1993 roku RODEX rozpoczynał produkcję okien z PVC w systemach REHAU, dysponował jedną zgrzewarką, a inwestorów trzeba było dopiero przekonywać do nowej technologii. Przez kolejne 33 lata obie firmy wspólnie odpowiadały na zmieniające się oczekiwania rynku, rozwijały nowe rozwiązania i wchodziły na wymagające rynki zagraniczne. O początkach współpracy, najważniejszych momentach, również tych trudnych i planach na kolejne lata opowiadają przedstawiciele RODEX i REHAU.

Rodex, Rehau

Cofnijmy się do początków, czyli lat 90. Jak rozpoczęła się współpraca między firmami RODEX a REHAU i jak wyglądał wówczas rynek stolarki z PVC?

Dariusz Krąpiec, dyrektor ds. sprzedaży, REHAU: Patrząc z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że w naszym spotkaniu był pewien element przypadku. Jeden z przedstawicieli handlowych, zajmujący się inną grupą produktów, podczas wizyty u klientów wspomniał, że REHAU ma w swojej ofercie nie tylko systemy instalacyjne, ale również profile okienne z PVC. To zainteresowało firmę RODEX, która szukała nowych kierunków rozwoju. Wkrótce doszło do spotkania z naszą dywizją okienną i tak zaczęła się współpraca, która trwa nieprzerwanie już prawie 35 lat. Warto pamiętać, że rynek stolarki z PVC wyglądał wtedy zupełnie inaczej niż dziś. Liczba producentów była bardzo ograniczona, a samo PVC postrzegano raczej jako ciekawostkę niż standard. Wprowadzaliśmy wtedy w Polsce rozwiązania, które w Europie Zachodniej były już oczywiste, jak przejście z systemów dwukomorowych na trzykomorowe. To była ogromna zmiana – profile stawały się bardziej szczelne, zapewniały więcej ciepła i odpowiadały na rosnące wymagania energooszczędności. RODEX był jedną z pierwszych polskich firm, która zdecydowała się na taki krok i rozpoczęła produkcję okien na bazie profili REHAU.

Robert Mieczejko, dyrektor handlowy, RODEX: Decyzja o rozpoczęciu produkcji zapadła w 1993 roku. Do tego momentu działaliśmy jako firma instalacyjno-budowlana, wykonując sieci gazowe, wodociągowe czy ciepłownicze. Wiedzieliśmy jednak, że musimy poszerzyć działalność, by nadążyć za zmianami na rynku. Okna z PVC były wtedy nowością i idealnie wpisywały się w naszą filozofię dostarczania nowoczesnych technologii, które poprawiają komfort życia i pozwalają oszczędzać energię. Pamiętam, że w połowie 1993 roku pojechałem z kilkoma pracownikami do Łańcuta, do firmy, która już produkowała okna z profili REHAU. To było nasze pierwsze szkolenie. Uczyliśmy się tam od podstaw jak wygląda proces produkcji, jak działa park maszynowy, jakie są wymagania technologiczne. Jednocześnie w Białymstoku przygotowywaliśmy halę przy ulicy Produkcyjnej. Planowaliśmy organizację całego procesu, kupowaliśmy maszyny, kompletowaliśmy park. Gdy tylko wróciliśmy ze szkolenia, ruszyła produkcja. I praktycznie od razu trafiliśmy na duże wyzwania. Pierwsze kontrakty obejmowały budynki spółdzielcze w Białymstoku i Warszawie. Tempo było zabójcze – trzeba było robić nawet 35 okien dziennie, a mieliśmy tylko jedną zgrzewarkę. Do tego dochodziły realia ówczesnego budownictwa – otwory w ścianach często były albo za wąskie, albo za szerokie o dziesięć centymetrów. Montaż oznaczał więc improwizację: domurowywanie, docinanie, przeróbki na miejscu. Ale daliśmy radę, a to, czego się wtedy nauczyliśmy, procentuje do dziś.

Grzegorz Święcicki, wiceprezes w firmie RODEX: Dodam, że RODEX powstał w 1989 roku. Już wtedy postawiliśmy na innowacje. W północno-wschodniej Polsce byliśmy pionierami – wprowadzaliśmy rury preizolowane, kompaktowe węzły, nowe instalacje z tworzyw sztucznych. Wszystko, co pozwalało oszczędzać energię i wprowadzało świeżą jakość do budownictwa. W tym kontekście stolarka z PVC była naturalnym kolejnym krokiem. Szczelne, nowoczesne okna odpowiadały na te same potrzeby – komfortu i oszczędności ciepła. Gdy słyszę, że nasza współpraca z firmą REHAU zaczęła się przypadkiem, przewrotnie się z tym nie zgadzam. Uważam, że wcześniej czy później musieliśmy się spotkać. REHAU miał stabilną pozycję, znakomity produkt i doświadczenie, a my szukaliśmy solidnego partnera, który podziela nasze podejście do jakości. To było po prostu logiczne połączenie sił.

Jak wyglądało przekonywanie rynku do stolarki z PVC, skoro na początku budziła ona tyle wątpliwości?

D.K., REHAU: Myślę, że naszymi przewagami były nie tylko niemiecka technologia, ale i to, że zdecydowaliśmy się na produkcję w Polsce. Inni producenci sprowadzali profile z Niemiec, co oznaczało dodatkowe koszty – cła i podatki graniczne, łącznie ponad 20 proc. My produkowaliśmy lokalnie, więc mogliśmy oferować lepszą cenę, zachowując niemiecką jakość. To dawało nam przewagę i sprawiało, że REHAU szybko  zdobył zaufanie rynku.

G.Ś., RODEX: Rynek na początku podchodził do okien z PVC z nieufnością. Były dwa razy droższe od drewnianych, inwestorzy pytali: „Jak będą wyglądały za pięć lat? Przecież plastik żółknie”. Organizowaliśmy więc wyjazdy do Niemiec i pokazywaliśmy im okna zamontowane w latach 70. Wyglądały jak nowe. To był najlepszy argument.

R.M., RODEX: W pamięci mam też scenę z jednej warszawskiej inwestycji. Inspektor nadzoru otworzył drzwi balkonowe, lekko je zamknął i powiedział: „Przepraszam, nie domknąłem”. Był zdumiony, że można to zrobić jednym ruchem ręki, bez wysiłku. W latach 80. przy zamykaniu drewnianych drzwi trzeba było użyć całej siły, a często jeszcze dopchnąć je kolanem. Ta lekkość i szczelność zrobiły na nim ogromne wrażenie.

G.Ś., RODEX: Od początku wiedzieliśmy, że tylko uczciwe podejście do technologii daje długofalowy efekt. Jeśli instrukcja mówiła, że wkręt ma być co 25 cm, to u nas był co 24,5. Jeżeli profil miał określone ograniczenia wymiarowe, to nigdy ich nie przekraczaliśmy. Dzięki temu pierwsze realizacje sprzed trzech dekad wciąż działają i nie mamy do nich reklamacji. To najlepszy dowód, że jakość się obroniła.

Jakie momenty uznalibyście za kamienie milowe tej współpracy?

Tadeusz Grubba, dyrektor generalny, REHAU: Rok 1994 to powstanie naszej spółki w Polsce, a 1999 – otwarcie fabryki w Śremie. To był ogromny przełom, bo produkcja lokalna pozwoliła nam szybko reagować na potrzeby rynku i zapewniać stabilność dostaw.

R.M., RODEX: Kolejnym kamieniem milowym było wprowadzenie do produkcji profili Geneo w 2010 roku. Dzięki kompozytowemu rdzeniowi mogliśmy realizować projekty, które wcześniej były poza zasięgiem – duże przeszklenia, wysoka izolacyjność. Geneo dało też przewagę w konkursie o dotację na budowę naszej obecnej siedziby. To był dowód, że innowacje naprawdę otwierają nowe możliwości.

G.Ś., RODEX: Dla mnie najważniejszą datą jest 1993 rok – moment, w którym zaczęliśmy przygodę z oknami. To fundament wszystkiego, co wydarzyło się później. Oczywiście istotne były kolejne etapy – wejście Polski do Unii Europejskiej, rozwój eksportu na rynki zachodnie, nowe  technologie, ale właśnie ten pierwszy krok był najważniejszy.

T.G., REHAU: Trzeba też wspomnieć o kolorach. W latach 90. Praktycznie wszystkie okna były białe. Klienci nie chcieli dopłacać za inny kolor. Dziś mamy ponad 60 dekorów, a białe okna stają się rzadkością. To pokazuje, jak bardzo zmieniły się oczekiwania i jak musiała się dostosować technologia.

R.M., RODEX: Ekspansja zagraniczna to kolejny ważny etap. Dzięki profilom REHAU mogliśmy wejść na wymagające rynki: niemiecki, brytyjski, austriacki, szwajcarski. A w Norwegii realizowaliśmy projekty z oknami obrotowymi typu top swing, które są tam standardem ze względów bezpieczeństwa. Bez wsparcia firmy REHAU nie bylibyśmy w stanie tego zrobić.

Rodex, Rehau

33 lata to długi okres współpracy. Czy były sytuacje, które szczególnie wystawiały wasze partnerstwo na próbę?

G.Ś., RODEX: Przez te lata zdarzały się trudne chwile. Zmieniały się przepisy, znikały ulgi podatkowe, co powodowało spiętrzenie zamówień. Bywało, że dostępność surowców była mocno ograniczona. Wtedy najważniejsze było to, kto naprawdę jest partnerem, a kto tylko dostawcą.

D.K., REHAU: Mamy globalne zaplecze, więc mogliśmy sprowadzać surowce nie tylko z Europy, ale też z Meksyku, Korei Południowej czy USA. To pozwoliło nam w czasie pandemii COVID-19 utrzymać ciągłość dostaw. A wtedy rynek tego najbardziej potrzebował.

G.Ś., RODEX: Najtrudniejszym momentem była dla nas restrukturyzacja. Rosły koszty, inwestorzy nie akceptowali podwyżek, a my musieliśmy podjąć bardzo bolesne decyzje. REHAU mógł się od nas odwrócić, ale tego nie zrobił. Uwierzyliście w nas i dzięki temu mogliśmy kontynuować działalność. To był prawdziwy test zaufania.

T.G., REHAU: Dla nas to też był egzamin. Od początku stawialiśmy na długofalowe relacje, a nie na szybki zysk. I w praktyce okazało się, że to podejście ma sens.

G.Ś., RODEX: Kolejnym testem była wojna w Ukrainie. Wielu producentów z południowo-wschodniej Polski dostarczało tam stolarkę o niższej jakości. Gdy rynek nagle się zamknął, próbowali wejść na rynek polski i konkurować ceną. My nie mogliśmy sobie pozwolić na obniżenie standardów, ale dzięki reputacji i jakości utrzymaliśmy klientów. W takich momentach wsparcie firmy REHAU – techniczne, logistyczne i wizerunkowe – było bezcenne.

Jakie innowacje najbardziej zmieniły branżę i jakie wyzwania stoją przed nią dziś?

T.G., REHAU: Ewolucja profili to historia ciągłych innowacji. Od systemów dwukomorowych w latach 90., przez pięciokomorowe o głębokości 70 mm, aż po dzisiejsze rozwiązania – głębokie, wielokomorowe, wzmocnione kompozytem. Wprowadziliśmy Geneo, później Artevo, a równolegle rozwijaliśmy technologie wykończenia powierzchni, jak High Definition Finishing, które zapewniały wyjątkową gładkość i odporność na czynniki atmosferyczne. Ogromne znaczenie ma też chemia. To, czego nie widać gołym okiem – stabilizatory koloru, odpowiednia ilość dwutlenku tytanu – decyduje, czy okno po 20 latach będzie białe, czy pożółknie. W laboratoriach firmy REHAU profile są testowane w przyspieszonych warunkach starzeniowych. Ich odporność na skrajne promieniowanie UV sprawdzamy nawet na pustyni w Nevadzie.

R.M., RODEX: Z naszej perspektywy innowacje firmy REHAU zawsze przekładały się na realne możliwości. Dzięki nim mogliśmy realizować nawet najbardziej wymagające projekty architektoniczne, jak wysokie przeszklenia, nietypowe kształty, stolarkę w bardzo nietypowych kolorach. Jeden inwestor zaskoczył nas kiedyś życzeniem, by okna pasowały do kolorystyki logotypu firmy. Z firmą REHAU mogliśmy to wykonać.

D.K., REHAU: Myślę, że współcześnie ogromnym wyzwaniem, ale i szansą jest zrównoważony rozwój. W Śremie istnieje centrum przetwarzania odpadów poprodukcyjnych, gdzie materiał z recyklingu wraca do rdzenia profili. Dziś to wymóg w wielu krajach, a my byliśmy pionierami takiego rozwiązania. System cyfrowego paszportu Window ID, który wprowadziliśmy na rynek, pozwala zaś śledzić historię okna przez cały cykl istnienia. To jest swojego rodzaju rewolucja w zarządzaniu budynkami i serwisie.

Jak układają się relacje między firmami poza codzienną współpracą biznesową?

G.Ś., RODEX: Naszą współpracę często porównuję do dobrego małżeństwa. Nie mamy cichych dni. Zawsze rozmawiamy, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. To partnerstwo, które przetrwało wiele burz i wciąż trwa.

D.K., REHAU: Znam panów dłużej niż swoją żonę – i to najlepiej świadczy o trwałości tej relacji. Oprócz codziennej pracy były jubileusze, jak np. 30-lecia współpracy i koncert w Filharmonii Narodowej z tej okazji, a także wszystkie spotkania biznesowe i relacyjne na najwyższym szczeblu, które budowały więź. To element, którego nie widać w tabelkach, ale który ma ogromne znaczenie.

R.M., RODEX: Były też zabawne momenty. Kiedyś na targach branżowych zorganizowaliśmy konkurs, w którym do wygrania była skrzynka piwa dla tego, komu uda się włamać przez nasze okno wykonane zgodnie z wytycznymi dla klasy RC3. Nikt nie dał rady, co tylko potwierdziło jakość naszych okien. Innym razem, podczas wyjazdu do Niemiec jedna z osób zapomniała paszportu i trzeba było nocą jechać po dokument do Białegostoku, żeby rano zdążyć na wizytę w fabryce. Takie historie zostają w pamięci i budują coś więcej niż tylko relacje biznesowe.

G.Ś., RODEX: Dziś patrzymy w przyszłość. Odmładzamy zespoły, przygotowujemy kolejne pokolenia, by ta współpraca mogła trwać następne dekady. Klienci po 25 latach wracają, prosząc o regulację czy wymianę szyb – i to jest dla mnie największy dowód jakości. Nasze okna służą pokoleniom!